Wodzirej łomża
Po co przyszedłeś? — Jakiś pan czeka na dole, który chce koniecznie mówić z panem kapitanie. — Któż to taki? — Swoje nazwisko chce powierzyć tylko panu. — Głupstwo! Czy ma chociaż porządny surdut na sobie? — Ma. I okulary także. — To nie ma dla mnie znaczenia. Dziś byle łajdak i półgłówek nosi okulary. Czuć od niego wódkę? — Hm! Nie wąchałem jeszcze. — Co, nie? Na przyszły raz masz go obwąchiwać! Zrozumiałeś? Teraz przyślij go na górę! — W tej chwili, kapitanie! Kurt odszedł szczęśliwy, że skończyła się już jego lekcja i wnet wodzirej łomża wszedł do pokoju. Był to wysoki, chudy człowiek, z niebieskimi okularami na haczykowatym nosie.Jako ludzie nie mamy stałych cech poza ogólną zdolnością wyboru, kim chcemy być, i możnością zmieniania siebie zgodnie z naszymi potrzebami. Któż może więc zadekretować, że bycie człowiekiem i posiadanie godności zależą od obstawania przy zestawie reakcji emocjonalnych, które są przypadkowym produktem ubocznym historii naszej ewolucji? Nie istnieje coś takiego jak rodzina biologiczna, nie istnieje też coś takiego jak natura ludzka czy też „normalna” istota ludzka, a nawet gdyby istniało, dlaczego miałoby być dla nas drogowskazem mówiącym, co jest dobre i właściwe? Huxley mówi nam więc, że powinniśmy nadal odczuwać ból, cierpieć z powodu depresji czy samotności lub dawać się degradować chorobie, a wszystko to z tego powodu, że ludzie tak żyli przez cały niemal czas istnienia naszego gatunku.
Ponieważ skunks trafia strumieniem tej cieczy z dużej odległości, więc każdy, kto zna właściwości tego zwierzęcia, ucieka od niego jak najdalej. Popryskany człowiek musi na całe tygodnie pożegnać się z ludzkim towarzystwem. Łakomy Bob zamiast wymarzonego oposa schwytał skunksa. Uczestnicy wyprawy zerwali się z miejsc i czym prędzej cofnęli. — Odrzuć go! Szybko, szybko! — krzyczał Gruby Jemmy. — Pan Bob nie móc odrzucić — lamentował Murzyn. Jezdnia okropna laicko oznajmia blaszane karteczki.